Przeglądasz sny oznaczone tagiem “pogoń”

„Budze sie w klasie pelnej uczniow. Siedze w pierwszej lawce…”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Bardzo fajny sen, prawie jak scenariusz filmu.
Budze sie w klasie pelnej uczniow. Siedze w pierwszej lawce, nie widze wiec, co sie dzieje za mna. Odwracam sie, nikogo nie ma. Wychodze z sali na korytarz, od tyl jakis facet wbija mi igle w szyje, zasypiam.
Znowu budze sie w klasie, pierwsza lawka, odwracam sie, nikogo nie ma. Wybiegam szybko na korytarz, za mna pojawia sie facet ze strzykawka, wybiegam na zewnatrz budynku, on nadal mnie goni. Rzuca we mnie strzykawka, ktora wbija sie w ramie. Robi sie ciemno.
Budze sie w klasie, pierwsza lawka. Wybiegam na korytarz goni mnie facet.Biegne wprawnie przez jakies polne drogi. Goni mnie facet ze strzykawka, ktora rzuca, trafia mnie w plecy. Obraz zaczyna sie rozjezdzac, dobiegam na przystanek tramwajowy pelen ludzi. Chowam sie za wiata i trace przytomnosc.
Budze sie w klasie. Wyciagam komorke i dzwonie po policje. Wybigam facet ze strzykawka mnie goni. Biegne w kierunku policjantow (cala kawaleria), ok 100m. Pada strzal, przewracam sie, robi sie ciemo.
Budze sie w klasie. Dzwonie po policje. Unikam faceta ze strzykawka i biegne do policjantow inna droga. Zauwazam faceta z bronia, który poprzednio do mnie strzelal. Unikam strzalu, biore od policjanta bron i pozbywam sie tego zlego. Pada strzal, robi sie ciemno.
Budze sie w klasie, biegne do policji, pozbywam sie zlego, zauwazam drugiego zlego i jego tez sie pozbywam. Dobiegam do miejsca, gdzie stal. Postanawiam ukryc sie w sali gimnastycznej. Wchodze. Cala sala wypelniona jest uczniami z kalaszami, kazdy ma ochote sie mnie pozbyc.
Koniec.

, 06.11.2008

„Ide sobie przez stary rynek i skrecam w boczna uliczke…”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Ide sobie przez stary rynek i skrecam w boczna uliczke. (to kuna ta co Kolo Avanti przechodzi). Zaczyna się normalnie, ale dalej zaczyna się zwężać. Po bokach stoja Chińczycy sprzedający jakies pledy oraz stare Chinki sprzedające warzywa na straganach w kształcie litery L. Wszystko lezy na ziemi. Jedna miala na sprzedaz 4 ziarna czerwonej fasoli, które przez nieuwage zdepnalem. Krajobraz szybko zmienia się. Jakies powiedzmy dzialki z bardzo szerokimi piaszczystymi drozkami. Dookoła chodza Chińczycy oraz jezdza niemieckie ciężarówki z II wojny swiatowej. Nagle podbiega do mnie maly chlopiec, wsuwa cos do kieszeni kurtki i ucieka. Patrze a to robak zawiniety w folie (taka mala przezroczysta torebeczka jak się pakuje  bizuterie). Robak zrobiony jest z różowawego kamienia, ma srebrne zdobienia i biega w torebce. Po chwili znajduje podobnego zawiniętego robaka w torebce lezacego na ziemi. Dookoła robi się jakies zamieszanie. Podjeżdża stary mercedes i zaczynam uciekac. Skrecam w uliczke biegnaca w dol i docieram do jeziora, jakies bagna, krajobraz jak z kuna filmu historycznego. Cofam się i spekany zakopuje robaki pod pod plotem. Z mercedesa wysiada jakis Indiana jonem z komorka w lapie i mowi: ‘tylko te starozytne robaki pozwola nam uruchomic komorke z 1934’. I wrednie się smieje buhahahahha.
Koniec.

, 06.11.2008

„Jade Hondą Accord (niby Honda ale w środku jak Skoda Felicia)…”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Jade Hondą Accord (niby Honda ale w środku jak Skoda Felicia). Siedzi nas czterech – Szymon (prowadzi), Marcin, jeszcze ktos i ja. Szymon wchodzi w zakręt na Dębcu (koło stacji Preem jakby sie od przejazdu kolejowego jechalo do Komputronika) 138 kmh. Zatrzymuje nas Policja (2 policjantów i dyrektorka mojej  średniej). Podchodzą i pytają kto prowadzi. Marcin mówi ze to on, potem ja „Nie to ja prowadze !!!” – bronimy Szymona. W koncu policjanci prosza by wysiąść. Chcą abyśmy poszli z nimi (jestesmy powiedzmy na skraju bardzo rzadkiego lasu – w sumie pare drzew i trawa). Mówie: „Czekajcie, to sobie wezme bułke na droge”. Idziemy, idziemy jeden z policjantów: „Dwóch pojdzie ze mną dwóch z nim”. Ja, Marcin i policjant idziemy w krzaki. Nagle policjant mówi do mnie: ”Patrz, wiewiórka!!! Daj jej bułke to bedzie jadła!!!”. Ułamałem kawałek bułki i rzuciłem. Wiewióra zjadła. Podleciał ptak (cos jak kruk, taki brazowy, ale dosc duży). Rzuciłem mu kawalek bułki, ale spadł mi dokładnie na buta. Policjant: „Strzepnij tą bułke z buta, bo jak ptak bedzie chcial zjeść, to cie dziobnie w buta i będzie boleć”. Strzepłem, ptak zjadł. Wtem z krzaka wyłonił sie gigantyczny pingwin, większy ode mnie, cały niebieski, z pojedynczymi żółtymi piórami. Normalnie kuna mutant. Za nim następne. Policjant mówi: „Spier***amy !!!”. No i wybiegliśmy na jakąś polną droge i bieglem, i bieglem, i bieglem. Koniec.

, 06.11.2008