Przeglądasz sny oznaczone tagiem “dziadek”

„Niebiesko zielone coś”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Byłam w mieszkaniu mojego dziadka, wszystko było jak kiedyś, te same meble, dywany, obrazki na ścianach. Wiedziałam,że dziadek nie żyje, ale w odróżnieniu od rzeczywistości, wiedziałam też, że umarł w domu, na tapczanie który tam stał. Miałam spędzić noc w tym pokoju ( nie wiem dlaczego) i czułam pewien dyskomfort myśląc o tym, że będę spać na łóżku na którym dziadek umarł. W końcu jednak położyłam się na nim, i po chwili poczułam i zobaczyłam jak otula mnie zielono- niebieskie światło. To trudne do opisania, bo wiązało się z wieloma odczuciami, było miłe,raczej ciepłe, kolory pięknie się przenikały, było wkoło i jakby we mnie, otulało i wychodziło ze mnie za razem.
Po chwili zauważyłam, że mogę przesuwać przedmioty jakby wzrokiem, siłą woli czy też tymi kolorami które w jakiś sposób stały się mną (trudno powiedzieć), jak zawsze kiedy mi się to śni, ta zdolność bardzo mnie zaskoczyła.

, 14.03.2010

„Powojenne czasy”

tagi: , , , , , , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś, że szłam przez las z moim dziadkiem (który, już nie żyje od 3 lat). Było to po jakiejś wojnie, ludzie nie mieli gdzie mieszkać, więc przy drodze stały pozlepiane ze wszystkiego, co się nadało, takie niby chatki-lepianki. Dziadek prowadził mnie do jakichś swoich kolegów. Zdziwiło mnie, gdy zatrzymał się w pewnej chwili i powiedział- to tu. Nie było tam żadnej lepianki, ani w ogóle nic, jednak gdy się bardziej przejrzałam ziemi, zauważyłam, że gdzieniegdzie widać położone pod nią belki, kawałek dalej było jakieś wejście. Dziadek wskoczył do tej dziury, i zniknął. Zeszłam tam za nim, dziura była wysoka na jakieś dwa metry, w głąb wiódł korytarz (tunel), od którego odchodziły wejścia- tam mieszkali ludzie, na górze położone były ociosane pnie, przykryte z wierzchu ziemią. Na dole było ciepło i wilgotno, pomyślałam, że nawet nieźle tylko duszno, ciemno no i wilgotno, ale ciepło przynajmniej. Ziemia dookoła była jednak bardzo ‚puszysta’ jak torf, czarna, ciepła, wilgotna i miękka. Pachniała jak ziemia po deszczu.Brzegi dołu nie było ‚oklepane’ tylko sypały się przy każdym dotknięciu. W końcu dziadek wrócił i po długim wygramalaniu się ( z powodu miękkości tej czarnej ziemi), poszliśmy z powrotem przez ten las. Trzymałam dziadka za rękę, a on w pół drogi powiedział, że mam go nie trzymać, bo jak to wygląda. Potem szliśmy przez jakieś miasteczko, gdzie stał między innymi, niewykończony hotel. Weszliśmy do kwiaciarni. Kwiaciarnie były  dwie, na przeciwko siebie, bardziej podobała mi się ta po prawej, ale dziadek chciał żebym kupiła kwiaty w tej drugiej. Nie bardzo chciałam te kwiaty kupować, bo to było po wojnie i w kieszeni miałam ostatnie pieniądze. W tej kwiaciarni sprzedawała jakaś nieestetyczna francuska. Nieźle się musiałam nagłowić żeby przypomnieć sobie jakiekolwiek słowa po francusku, skłaniające tamtą do podania bukietu kwiatów. W końcu przyniosła jakieś lilie i orchidee obok niej stał pies- bokser chyba równie nieapetyczny jak sprzedawczyni. Zaczęłam szukać po kieszeniach pieniędzy, i nie wiem dlaczego ale zdjęłam w tym czasie kolczyki i położyłam je na progu. Podałam kobiecie 50 zł, a w tym czasie jej głupi pies zjadł jeden z moich kolczyków. Tak się wkurzyłam, że połamałam te kwiaty i z tej złości, aż się obudziłam.

, 03.04.2009