Przeglądasz sny oznaczone tagiem “chińczycy”

„Szarańcza”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Jem sobie spokojnie śniadanie i wygladam przez okno, jak zawsze. Na parking przed blokiem zajezdża autobus, taki piętrowy, wycieczkowy, wyładowany małymi skośnookimi dzieciakami. Wybiegają z autobusu i niczym szarańcza biegną grupą i rozbierają wszystko, co napotkają po drodze. Każdy z nich ma małą torbę z narzędziami, przetaczają się przez samochody, a części odnoszą do autobusu. Patrzę na to jak wryty. Po chwili wybiegam z pała i zaczynam bronić swojego bolidu. Co dalej nie pamiętam, ale chyba wygrałem.

, 13.04.2009

„Niemcy i Chińczycy”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Rząd budynków parterowych, ala barak, długie, wejścia przeszklone (jak wejście do marketu). Przypominało to zabudowę jak w jakimś obozie, budynki rozmieszczone rzędami, szerokie brukowane drogi między nimi. Siedzę w jednym z budynków na zebraniu, wszyscy elegancko ubrani, patrzę, przez budynkiem zaczynają lądować helikoptery (takie mocno przeszklone, jak w MASHu). Wysiadają z nich Niemcy w mundurach, w rękach trzymają małe pistoleciki. Wybiegamy z budynku i zaczynamy uciekać. Niemcy strzelają i starają się opanować teren. Wbiegam do jednego z budynków, za mną biegną Niemcy. Kładę się na ziemi i udaję martwego. Jeden z brzydali wbiega, coś krzyczy i strzela mi 4x w tyłek. Ale nie boli. Leżąc tak, postrzelony, czekam na nastanie zmroku. Wychodzę. Wokół pełno ludzi, chaos, każdy coś niesie, pracuje, buduje, montuje. Podbiega do mnie jakiś chińczyk i mówi: „Szybko, za mną”. Idziemy szybkim krokiem, zakrywając twarze. Wokół wiele wąskich, ciemnych uliczek. stara zabudowa, na każdym zakręcie stoją Chińczycy z wielkimi, kolczastymi, metalowymi maczugami, wymyślnie pomalowanymi, o najróżniejszych kształtach. Biją losowych przechodniów po głowach, świetnie się bawiąc. Sam dostaję parę razy, ale nie boli. I tak uciekłem niedobrym Niemcom. Koniec.

, 07.11.2008

„Ide sobie przez stary rynek i skrecam w boczna uliczke…”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Ide sobie przez stary rynek i skrecam w boczna uliczke. (to kuna ta co Kolo Avanti przechodzi). Zaczyna się normalnie, ale dalej zaczyna się zwężać. Po bokach stoja Chińczycy sprzedający jakies pledy oraz stare Chinki sprzedające warzywa na straganach w kształcie litery L. Wszystko lezy na ziemi. Jedna miala na sprzedaz 4 ziarna czerwonej fasoli, które przez nieuwage zdepnalem. Krajobraz szybko zmienia się. Jakies powiedzmy dzialki z bardzo szerokimi piaszczystymi drozkami. Dookoła chodza Chińczycy oraz jezdza niemieckie ciężarówki z II wojny swiatowej. Nagle podbiega do mnie maly chlopiec, wsuwa cos do kieszeni kurtki i ucieka. Patrze a to robak zawiniety w folie (taka mala przezroczysta torebeczka jak się pakuje  bizuterie). Robak zrobiony jest z różowawego kamienia, ma srebrne zdobienia i biega w torebce. Po chwili znajduje podobnego zawiniętego robaka w torebce lezacego na ziemi. Dookoła robi się jakies zamieszanie. Podjeżdża stary mercedes i zaczynam uciekac. Skrecam w uliczke biegnaca w dol i docieram do jeziora, jakies bagna, krajobraz jak z kuna filmu historycznego. Cofam się i spekany zakopuje robaki pod pod plotem. Z mercedesa wysiada jakis Indiana jonem z komorka w lapie i mowi: ‘tylko te starozytne robaki pozwola nam uruchomic komorke z 1934’. I wrednie się smieje buhahahahha.
Koniec.

, 06.11.2008