„Zaproszenie”

tagi: , ,

komentarze(0)

Byłem właśnie na koncercie „The Busters”, gdy zadzwonila komórka. Oddaliłem się w ustronne miejsce i odebrałem. Usłyszałem (po angielsku): „Cześć, tu Sylvester Stallone. Oglądałem sobie twojego bloga i wpadłem na pomysł na nowy film. Nie mogę ci zapłacić, ale jako rewanż możesz zagrać w nim epizod. Będziesz kimś bardzo złym. Zaczynamy kręcić w lutym 2010 w USA, oczywiście wszystko na mój koszt”.

Jeszcze nigdy mi się tak dobrze nie spało 🙂

, 24.11.2009

„Test”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Jechałem sobie bolidem, nagle mój mózg przeszyło pytanie: „z jakiej odległości słychać muzykę, którą w samochodzie puszczam?”. Byłem akurat obok Politechniki, przed mostem Rocha, jadąc w kierunku miasta, Zatrzymałem się, włączyłem muzykę na normalną głośność, wrzuciłem jedynkę i wysiadłem. Samochód zaczął się oddalać, straaaasznie wolno, skoczyłem więc do pobliskiego spożywczego po parę browarków, by umilić sobie test. Stanąłem na środku drogi, otworzyłem bronka, moja Skoda przejechała ok. 100m, była właśnie na środku mostu Rocha. Stwierdziłem: „Całkiem wyraźnie słychać”. Za mostem trwał jakiś festyn, było dużo ludzi, drogi pozamykane. Skoda dojechała do krawęźnika (chyba koło przychodni, takiej małej, naprzeciw hotelu) i zaczęła się od niego odbijać, jak samochód-zabawka. Test dobiegł końca, muzyka był słyszalne z ok 250m, zacząłem iść w kierunku samochodu. Wsiadłem do niego, i okazało się, że siedze w Wołdze (lub Tatrze). Kierownica wielka, biegi w kierownicy, sprzęgło wciskane dwoma nogami. Pomyślałem: „O co kuna chodzi?”. Kierownicą ukręcić nie mogłem, biegu wrzucić nie potrafiłem. spuściłem więc ręczny. Wołga ruszyła i trzasnęła w drzewo. Przy okazji potrąciłem jakiegoś faceta (przy prędkości poniżej 1kmh zapewne). Przyjechała policja i wtedy zrozumiełem, że siedzę w cudzym samochodzie, pijany, potrąciłem faceta, a z nogawek zaczęly wypadać mi jakieś torebki z białym proszkiem. Wisiadłem i powiedziałem do policjanta: „Tak jakoś głupio wyszło.” I obudziłem się.

, 07.06.2009

„Pojedynek”

tagi: , , ,

komentarze(1)

Sen krótki, ale intensywny.

Całość snu widziałem z dwóch prespektyw: swojej (oczami znaczy) oraz filmowej – widziałem fragmenty poczynań innych, jak z kamery. Byłem kimś bardzo złym. W końcowej scenie doszło do konfrontacji na ulicy, było ciemno i wilgotno. Ulica prosta, po obu stornach kamienice. W ręce trzymałem rewolwer i czekałem. „Okiem kamery” widziałem, że mój przeciwnik biegnie, nie wiedziałem jednak gdzie się znajduje. Zobaczyłem, że zjeżdża po rynnie, jednak nie było go nignie przede mną. Stwierdziłem, że musi być za mną. Zamaszystym ruchem obróciłem rękę z pistoletem, jednocześnie skręcając głowę, by wycelować za siebie. Lufa pistoletu oparła się niestety na policzku mojego przeciwnika. Patrzał na mnie i się uśmiechał. Powiedziałem: „To było niezłe”. Rozległ się strzał i zrobiło się ciemno.

, 15.04.2009

„Agenci”

tagi: , ,

komentarze(1)

Sen po obejrzeniu filmu „Hard-boiled”.

Siedzę przed telewizorem i oglądam film o mafii. Fabuła jest standardowa, policja, mafia, a wewnątrz mafii agent. Z filmu wynika, że najbardziej zaufany morderca mafii to agent. Zabija bez litości, by nie stracić przykrywki. Na końcu filmu, w ramach „zaskoczenia” okazuje się, że szef mafii także jest agentem. Wyłączam telewizor i myślę sobie, że to trochę bez sensu. W końcu mafia robi, to co rozkaże szef. Bez sensu.

, 13.04.2009

„Szarańcza”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Jem sobie spokojnie śniadanie i wygladam przez okno, jak zawsze. Na parking przed blokiem zajezdża autobus, taki piętrowy, wycieczkowy, wyładowany małymi skośnookimi dzieciakami. Wybiegają z autobusu i niczym szarańcza biegną grupą i rozbierają wszystko, co napotkają po drodze. Każdy z nich ma małą torbę z narzędziami, przetaczają się przez samochody, a części odnoszą do autobusu. Patrzę na to jak wryty. Po chwili wybiegam z pała i zaczynam bronić swojego bolidu. Co dalej nie pamiętam, ale chyba wygrałem.

, 13.04.2009

„Koty”

tagi: , ,

komentarze(0)

Siedzę sobie przy stole i zabieram się za konsumowanie śniadania. Przede mną leży talerz, a na nim 2 jajeczka w skorupkach i kroma chleba. Rozbijam jajko, a z niego wyskakuje malutki kotek i biega mi po talerzu. Rozbijam drugie jajko. Z niego także wychodzi mały kotek. Patrze jak wryty, w końcu nie wytrzymuję i krzyczę: „Kto do cholery wysiedział te koty? Najeść się nie można!”.

, 04.04.2009

„Przedszkolna kradzież”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Odwiedzałem swoje stare przedszkole, oglądałem zabawki, którymi kiedyś się bawiłem, uwagę moją jednak przykuł świetlik w dachu. Stwierdziłem, że bardzo łatwo przez niego wejść i przedszkole okraść. Tej samej nocy z nieznanym współpracowanikiem dokonałem włamiania. W przedzkolu jednak, jak to w przedszkolu, nic wartościowego nie było (oprócz paru greckich kamiennych rzeźb). Po namyśle doszedłem do wniosku, że okradanie przedszkola jest głeboko niemoralne i postanowiłem donieść na siebie policji. Już miałem dzwonić, gdy spojrzałem w lustro. Byłem łysy i miałem niegustowny dres. Zniesmaczony własnym wyglądem odłożyłem łupy na miejsce i wyszedłem.

, 26.03.2009

„Pawiany”

tagi: , , , , , , ,

komentarze(0)

Idę strumieniem, szerokim na ok 15m, wody po kolana. Wzdłuż najduje się gesty las, a połączone korony drzew sprawiaja wrażenie, że idę zielonym tunelem. Jest bardzo gorąco, na plecach niosę karabin (chyba M16). Nagle z oddali dobiega małpi krzyk (uuuuu! aa! aaa! uuuuu!). Początkowo cichy i nie zwracający uwagi przybiera na sile. Co jakiś czas nade mną przebiega pawian (w kierunku przeciwnym do kierunku mojego marszu). Z czasem krzyk staje się na tyle mocny, że hałasu nie da się wytrzymać, a przebiegających małp jest coraz więcej. W końcu zielony tunel całkowicie pokrywają biegnące małpy, robi się ciemno, a wszystko wokłół mnie porusza się. Próbuję uciekać, ale w wodzie jest to średnio możliwe. Oddaję parę strzałów, jednak nic to nie daje. I tak uciekałem, uciekałem, aż się obudziłem.

, 17.03.2009

„Noga”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Idę sobie przez miasto, nagle widzę polankę, na jej środku ławeczkę. Trawa jest nie przycięta, sięga trochę poniżej kolan. Jestem już przy ławeczce, nagle czuję, że coś kłuje mnie w nogę, niczym komar. Patrzę, w trawie leżą strzykawki z igłami, wszystkie „naciągnięte”, lecz bez płynu. Trochę pokłuty usiadłem na ławeczce, delektując się słońcem. Stwierdziłem, że takie pokłucie strzykawami może być niebezpieczne dla zdrowia, na drugi dzień postanowiłem udać się do lekarza. W miejscach ukłucia zostały małe, żółtawe strupki, lekarz powiedział, że nie ma się czym martwić. Po powrocie do domu zauważyłem, że skóra na nogach staje się przeźroczysta. W dotyku była nadal skórzasta. Widziałem mięśnie, żyły itd. Po pewnym czasie mięśnie stały się przeżroczyste i zobaczyłem kość. Wyglądała na złamaną z przemieszczenie, jednak nie wiedziałem, czy jest rzeczywiście złamana, czy tylko jej fragment stał się przeźroczysty, Patrząc na nogę obudziłem się.

, 12.02.2009

„Operacja”

komentarze(0)

Sen jest dość obleśny, jednak w takcie śnienia nie wydawał się ani trochę.

Wchodzę do szpitala. Składa się z dużych sal, wzdłóż ścian stoją ławki, na ławkach siedzą chorzy. Trędowaci, matki z kaszlącymi dziećmi, jakcyś żołnierze bez nóg – wszystko, co najgorsze. Bardzo mi się to nie podobało, więc poszedłem dalej. Doszedłem do pomieszczenia z okienkiem w ścianie. Okienko miało kształt taki, jak jest w barach mlecznych do oddawania brudnych naczyń. Głębokie, z ladą, jednak szerokie na około 2 metry. I leżałem na nim ja, z otwartym brzuszkiem, jak na stole operacyjnym. Podszedłem bliżej, zza lady pani ubrana na biało (taka kucharko-pielęgniarka) podała mi tabletkę. Zjadłem ją, zacząłem się krztusić, a z ust zaczęła wychodzić mi moja własna nerka z tymi wszystkimi „rurkami”. Pani z okienka wyjęła ją do końca i zabrała pod ladę. Jednocześnie z brzucha „mnie” leżacego wyjęła także nerkę, wyciągneła salaterkę napełnioną jakimś przeźroczystym płynem i wsadziła organ do niej. Następnie zwróciłem własną wątrobę, pani zabrała, a z brzuszka leżącego wyjęła także wątrobę i upchneła ją do jakiegoś przypadkowego naczynia. Powiedziała, że przed operacją w brzuchu nie może być żadnych organów. I patrzłem sobie na otwartego „siebie”, wokół piętrzyły się flaczki powkładane w kubki, salaterki, garnki itd. Cała procedura powtórzona została kilkakrotnie, po czym obudziłem się.

, 25.01.2009

„Widelec”

tagi: , ,

komentarze(0)

To najstraszniejszy sen jaki miałem, jedyny, z którego obudziłem się z krzykiem spadając z łóżka.

Śnił mi się widelec. Nie gonił mnie, bo nie musiał. Był tak niewyobrażalnie ogromny, że przytłaczał swoimi rozmiarami. Był nieskończenie daleko ode mnie, a jednocześnie czułem się, jakby był tuż przede mną.  Był tak okropnie niewyobrażalnie wielki, że nie potrafiłem ogarnąć go wzrokiem. Stał przede mną, przysłaniał słońce, zadzierając głowę do góry, nie byłem w stanie zobaczyć jego końca. Miał cztery, długie zęby, był cały aluminiowy i bałem się go strasznie. Do dziś na widok widelca cały drżę.

, 16.01.2009

„Skoczki”

tagi: , ,

komentarze(0)

Lato, piękna, słoneczna pogoda, stoję sobie na balkonie na 9 piętrze w kumplami i popijam browarka. Nagle jeden z nich przeskakuje przez barierkę. Widzę, jak leci, macha rękami. Czekam, aż rozplaśnie się na ziemi, ale on spada na nogi, robi przekulnięcie po trawie, wstaje i macha do nas. Po chwili wyskakuje następny, potem kolejni wyskakują już co parę sekund. Po paru minutach znów są na balkonie. Pytam, z wiekimi oczami, co tu się dzieje. Oni na to, że skakanie z balkonu to świetna zabawa. Wystarczy przy upadku przekulnąć się po ziemi, jak to robią komandosi czy nindże. Skakali jeszcze długo, a ja zestresowałem się tak mocno, że poszedłem do pokoju.

, 16.01.2009

„Niemcy i Chińczycy”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Rząd budynków parterowych, ala barak, długie, wejścia przeszklone (jak wejście do marketu). Przypominało to zabudowę jak w jakimś obozie, budynki rozmieszczone rzędami, szerokie brukowane drogi między nimi. Siedzę w jednym z budynków na zebraniu, wszyscy elegancko ubrani, patrzę, przez budynkiem zaczynają lądować helikoptery (takie mocno przeszklone, jak w MASHu). Wysiadają z nich Niemcy w mundurach, w rękach trzymają małe pistoleciki. Wybiegamy z budynku i zaczynamy uciekać. Niemcy strzelają i starają się opanować teren. Wbiegam do jednego z budynków, za mną biegną Niemcy. Kładę się na ziemi i udaję martwego. Jeden z brzydali wbiega, coś krzyczy i strzela mi 4x w tyłek. Ale nie boli. Leżąc tak, postrzelony, czekam na nastanie zmroku. Wychodzę. Wokół pełno ludzi, chaos, każdy coś niesie, pracuje, buduje, montuje. Podbiega do mnie jakiś chińczyk i mówi: „Szybko, za mną”. Idziemy szybkim krokiem, zakrywając twarze. Wokół wiele wąskich, ciemnych uliczek. stara zabudowa, na każdym zakręcie stoją Chińczycy z wielkimi, kolczastymi, metalowymi maczugami, wymyślnie pomalowanymi, o najróżniejszych kształtach. Biją losowych przechodniów po głowach, świetnie się bawiąc. Sam dostaję parę razy, ale nie boli. I tak uciekłem niedobrym Niemcom. Koniec.

, 07.11.2008

„Blok i kobra”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Obok mojego bloku stoi blok. Jak to na osiedlu. Ma 10 pięter, 10 klatek. Niedaleko, ok 50m, jest parking, na którym czeka mój bolid. To rzeczywistość. Teraz sen. Wyglądam rano przez okno i widzę taką scenkę: na dachu pobliskiego bloku stoją jakieś drewniane stragany / slamsy / szałasy, dużo i kolorowo. Jak na rynku w Indiach. Nad blokiem krąży helikopter, na linie podwieszoną ma ciężarówkę (taką wielką z kamieniołomu) i próbuje postawić ją na dachu. Ciężarówka jest kilkanaście razy większa od helikoptera. Myślę sobie: „Ciekawe, jak to możliwe, że taki mały helikopter jest w stanie udźwignąć taką dużą ciężarówkę”. W tym momencie lina przerywa się, a ciężarówka spada, przebijając blok przez wszystkie piętra i wbijając się w ziemię. Helikopter traci stabilność i rozbija się, wpadając do jakiegoś mieszkania. Cały blok zawala się, „stragany” z dachu spadają na boki. Jeden z nich ląduje na mojej Skodzie, niszcząc cały przód, łącznie z silnikiem i kołami. Patrzę na blok i myślę: „dobrze, że nie kupiłem tam mieszkania”. Schodzę na parking i patrzę na straty: Skoda zdemolowana, do kasacji. Podchodzi do mnie ojciec i mówi: „Jak chcesz. w zamian kupię ci AC Cobrę, taką 300KM”. Ja na to: „Nie chcę, Cobra ma mały bagażnik, jak pojadę do Tesco, nawet siaty tam nie zmieszczę”. Koniec.

, 07.11.2008

„Idę sobie drogą, wśród łąk i drzew, nagle zaczyna padać deszcz…”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Idę sobie drogą, wśród łąk i drzew, nagle zaczyna padać deszcz. Przypominam sibie, że na Discovery mówili, że jak pada, to opłaca się rozebrać do naga, bo i tak jest cieplej niż w przemoczonym ubraniu. No i idę goły aż dochodzę do dworca PKS, gdzieś w górach. Stoję taki nieubrany, zasłaniam wiadomo co, a ludzie ze mnie leją. Ja tłumacze, że Discovery itd., ale to nie bardzo do nich dociera. Biegnę więc po jakiejś hali, bardzo stromo w dół i dobiegam do lasu. Potem las okazuje się wielką palmiarnią. Co dalej – nie pamiętam.

, 06.11.2008

„Wracam z imprezy…”

tagi: , , ,

komentarze(0)

Wracam z imprezy. Wychodzimy z imprezowni (wygląda jak centrum handlowe), potwornie wymęczeni. Idę ja, Marek, Miner, Bill Gates i Steve Jobs (nawet nie wiem jak wygląda). Cisza, nikomu nie chce się mówić, snujemy się do chaty wyczerpani. Odzywam się do Billa: „To jak będzie z tym servicepakiem 3?”. Bill patrzy na mnie skacowanym wzrokiem. Odwracam się do Minera i mówię: „Ale mu nagadałam”. Koniec.

, 06.11.2008

„Jakimś cudem wkręciłem się do grupy kibiców…”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Jakimś cudem wkręciłem się do grupy kibiców. Mieli „bazę” w bloku na ostatnim piętrze. Kanapy, telewizor, mecze, flagi na ścianach. Szef był wielki, zarośnięty, dobrze ubrany, żadnego dresu. Wszyscy byli dla mnie mili, jednak na naszych spotkaniach zawsze panowała mroczna atmosfera terroru i tajemncy. Wszystko za sprawą piwnicy (znajdującej się w zapuszczonym parku, jednak wychodząc „na balkon” w mieszkaniu wychodziło się w tym parku, zaraz obok drzwi). Każdy, kto się nią interesował, ginął w brutalny sposób. Pewnego dnia jeden z kibiców wyjaśnił mi: „Znajdują się tam rzeczy tak okropne, że mogą zaważyć na losach świata”. Przy wyjściu z mieszkania znajdowały się 2 lodówki, a w nich kibice, na którch prowadzono tajemnicze eksperymenty. Nie pozwolono mi tam patrzeć, gdyż widok był zbyt okrutny. Strasznie się zestresowałem w trakcie tego snu.

, 06.11.2008

„Akcja zaczyna sie na PP, wychodzimy z wykladu…”

tagi: , ,

komentarze(0)

Akcja zaczyna sie na PP, wychodzimy z wykladu. Wsiadamy do tramwaju. Tramwaj jedzie przez park, a tory poukładane są kompletnie nielogicznie. Zygzaki, petle, co chwile w innym kierunku. Jakby projektowało je jakies małe dziecko. W pewnym momencie patrze, ze tramwaj jedzie po ulicy, na ktorej nie ma szyn. Motorniczy szarpie korba i wprowadza tramwaj w kontrolowany poslizg. Pytam go, co robi, a on na to: „Driftuje”. Iskry leca spod kol, za tramwajem ciagnie sie slad zrytego asfaltu. Tramwaj zatrzymuje sie na trawie, wszyscy wysiadaja. Idziemy waska sciazka wsrod wysokich traw, po gorkach i dolinkach. Dochodzimy do duzego budynku. Wszyscy wchodza do srodka, siadaja na krzeslach, ja wchodze na scene i zaczynam reklamowac jakies kremy do twarzy. Krzycze jakies slogany, co jakis czas rzucam w publicznosc saszetki z probkami.. Schodze ze sceny, wchodzi jakas dziewczyna i zaczyna robic to samo. Szybko konczy, po czym podchodzi do mnie i przytuja sie. Ja wstaje i wchodze, ona za mna. Widzac, ze idzie, mowie: „Trzeba bylo sie postarac pare lat temu, a nie mi teraz glowe zawracac”.

, 06.11.2008

„W laboratorium ugryzl mnie mrowkojad…”

tagi: , ,

komentarze(0)

Sen wysnil sie po obejrzeniu Spidermana.
W laboratorium ugryzl mnie mrowkojad. No i zmutowalem sie z mrowkojadem. Na dloni wyrosla mi dziurka do wsysania mrow (kanal biegl w rece) oraz maly mrowkojadowy odbycik. Poszdlem z tym do lekarza i mowie: „Zmutowalem sie z mrowkojadem, i teraz, za kazdym razem, gdy chce sie podrapac po glowie, robie sobie kupe na twarz”. Lekarka na mnie spojrzala, a ja ze wstydu ucieklem.

, 06.11.2008

„Budze sie w klasie pelnej uczniow. Siedze w pierwszej lawce…”

tagi: , , , , ,

komentarze(0)

Bardzo fajny sen, prawie jak scenariusz filmu.
Budze sie w klasie pelnej uczniow. Siedze w pierwszej lawce, nie widze wiec, co sie dzieje za mna. Odwracam sie, nikogo nie ma. Wychodze z sali na korytarz, od tyl jakis facet wbija mi igle w szyje, zasypiam.
Znowu budze sie w klasie, pierwsza lawka, odwracam sie, nikogo nie ma. Wybiegam szybko na korytarz, za mna pojawia sie facet ze strzykawka, wybiegam na zewnatrz budynku, on nadal mnie goni. Rzuca we mnie strzykawka, ktora wbija sie w ramie. Robi sie ciemno.
Budze sie w klasie, pierwsza lawka. Wybiegam na korytarz goni mnie facet.Biegne wprawnie przez jakies polne drogi. Goni mnie facet ze strzykawka, ktora rzuca, trafia mnie w plecy. Obraz zaczyna sie rozjezdzac, dobiegam na przystanek tramwajowy pelen ludzi. Chowam sie za wiata i trace przytomnosc.
Budze sie w klasie. Wyciagam komorke i dzwonie po policje. Wybigam facet ze strzykawka mnie goni. Biegne w kierunku policjantow (cala kawaleria), ok 100m. Pada strzal, przewracam sie, robi sie ciemo.
Budze sie w klasie. Dzwonie po policje. Unikam faceta ze strzykawka i biegne do policjantow inna droga. Zauwazam faceta z bronia, który poprzednio do mnie strzelal. Unikam strzalu, biore od policjanta bron i pozbywam sie tego zlego. Pada strzal, robi sie ciemno.
Budze sie w klasie, biegne do policji, pozbywam sie zlego, zauwazam drugiego zlego i jego tez sie pozbywam. Dobiegam do miejsca, gdzie stal. Postanawiam ukryc sie w sali gimnastycznej. Wchodze. Cala sala wypelniona jest uczniami z kalaszami, kazdy ma ochote sie mnie pozbyc.
Koniec.

, 06.11.2008