„Wyprawa do Bułgarii”

tagi: , , , , , , , , , , , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś, że byłam na ogródku działkowym. Taki teren gdzie jest wiele działek, lato, ciepły dzień. Wracałam już do domu, tą samą drogą co zawsze. Jednak w miejscu gdzie droga zawsze obchodziła taki plac zabaw dookoła, był płot, ale droga była nadal tylko w innym miejscu, ściśle wytyczona przez siatki płotu. Poszłam więc tą drogą, kiedy znienacka wyrósł przede mną budynek. Nigdy go tam nie było, a co dziwniejsze nie można było go obejść, bo stał na drodze. Budynek był ładny, sprawiał wrażenie starego, zbudowany z cegły z półokrągłymi oknami. W koło panowała cisza i spokój. Spojrzałam na tabliczkę wiszącą nieco ponad drzwiami. Napis głosił, że jest to siedziba straży pożarnej. Otworzyłam wielkie, drewniane drzwi  weszłam do środka. W środku nie było za bardzo rzeczy związanych ze strażą , za to wnętrze wyglądało trochę jak jakieś miejsce spotkań np. dom kultury, ale zdecydowanie bardziej jak kaplica ( taka cmentarna). Wzięłam do ręki takie coś do kadzenia wyglądało trochę jak znicz,  było na długim, grubym sznurku. Zrozumiałam, że budynek jest jakby przejściowy, i że to normalne, że trzeba tak przez niego przejść. Szłam więc dalej, po drodze widziałam takie miejsce, lekko ponad posadzką podniesione, w którym układa się trumnę podczas ceremonii pogrzebowej, ale nie było tam teraz trumny. W końcu zobaczyłam stare, masywne drzwi chyba ze dwie albo trzy pary, wszystkie były zamknięte. Obejrzałam się za siebie, bo szła za mną moja ciocia, żeby zapytać czy ma może klucze, kiedy nagle po prawej stronie zobaczyłam kolejne drzwi. Te były otwarte, a zza nich buchała letnia zieloność. Odwiesiłam kadzidło na gwoździu koło zamkniętych drzwi, i wyszłam tymi otwartymi. Spodziewałam się, że będę na dalszej części drogi działkowej, a tym czasem znalazłam się zupełnie gdzie indziej. Byłam oszołomiona i bardzo zdziwiona, bo byłam w dużym mieście, stałam nieco na wzgórzu, ale szybko zeszłam do drogi. Miasto było piękne, stare i jakby… po wojnie, wiele budynków było zniszczonych, zburzonych, widać było gołe cegły, połowy budynków, lub powybijane okna. Ciągle było jednak piękne i fascynujące. Nie mogłam nadziwić się temu przejściu i temu, że znalazłam się w tak niezwykłym miejscu. W końcu trafiłyśmy do jakiegoś domu, gdzie poczęstowano nas jedzeniem, i tam dowiedziałam się, że to Bułgaria.

, 27.12.2013

„Słonie”

tagi:

komentarze(0)

Ostatnio miałam sen o słoniach, gdziekolwiek w nim szłam wszędzie widziałam te zwierzęta. W parku słonie, machające trąbami, za domem słonie, koło pracy słonie.

, 23.11.2013

„Ząb”

tagi: ,

komentarze(0)

Sen z kategorii tych niezwykle prawdziwych, i wracających co jakiś czas (rzadko, ale jednak) Śniło mi się po prostu, że wypadł mi jeden z zębów – siekaczy. Jak dobrze było się obudzić i jednak mieć na miejscu swoje zęby- przynajmniej na razie 🙂

, 09.07.2013

„Cierń”

tagi: , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś, że  wbił mi się w dłoń ogromny cierń- czy jakiś szpikulec, ale bardziej cierń (ok 10 cm). Kiedy go wyciągnęłam z rany trysnęła krew, była pięknego koloru- taka mocna czerwień.Krew płynęła z rany wartko tętniąc. Po chwili wszystko dookoła było już we krwi, pomyślałam w tym śnie, że zaraz chyba się wykrwawię. I wtedy się obudziłam.

, 25.01.2012

„Złote pola zbóż”

tagi: , , , , , , , , ,

komentarze(0)

Miałam dziś długi i pełen jakiś metaforycznych scen sen. Nie pamiętam już całego, ale opiszę choć fragment.
Wracałam właśnie do domu, a przed moim blokiem były rozległe, przepiękne pola pełne złocistego żyta, którego dorodne kłosy kołysały się sennie w letnim słońcu. Pola były ogromne, wśród zbóż rosły intensywnie niebieskie chabry które w oddali tworzyły niewiarygodne połacie błękitu. Oczywiście pomyślałam, że zrobię tej pięknej chwili zdjęcia , ruszyłam więc dalej do domu po aparat. Spojrzałam do góry, a na moim balkonie stał mniej więcej 6-7 letni chłopiec i machał do mnie pawim piórem, zastanowiłam się bardziej nad tym czy to na pewno pawie pióro, ( bo nad blokiem przelatywały różne wielkie dziwne ptaki, oraz bociany) niż nad tym co to za chłopiec na moim balkonie. Poszłam dalej, i na chodniku tuż przed klatką zauważyłam, że leży dużo różnych korali, kolczyków, torebki różne piękne, zaczęłam zbierać te błyskotki i kolorowe koraliki ( głównie miały kształty sześcianów, były różnokolorowe). Co ciekawe wszystko to leżało w śniegu. A jak doszłam do mojej klatki to wszystko było w niej jakieś stare, jak dawniej, zupełnie jakbym cofnęła się w czasie.
Co się chyba jeszcze później działo, jednak już nie pamiętam.

, 19.11.2011

„Zęby i szczeniak”

tagi: , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś (a jest to sen z kategorii zdecydowanie nie lubianej), że wypadały mi zęby, różne; siekacze, trzonowe. Byłam przerażona i załamana. Na koniec ułamała mi się połowa dolnej szczęki i trzymałam ją w rękach ( taką kościstą żuchwę)
A w drugiej części snu spotkałam koleżankę z pracy która gdzieś wyjeżdżała i zostawiała różne zwierzęta; świnki morskie, szczeniaczki, chomiki. Zostawiała je jednak na dworze w takich akwariach i namiotach, z kompletną beztroską. Denerwowałam się w tym śnie, że zwierzaki pozdychają z głodu i pragnienia, a ona się tylko uśmiechała a potem poszła. W jednym z namiotów był mały szczeniak jakby owczarka, prześliczny, puchaty taki. Chciał wyjść z tego namiotu w którym nic nie miał.Dałam mu kawałek chleba. Miał na imię Rurka, a ja tak bardzo, bardzo chciałam go zabrać ale wiedziałam, że nikt mi nie pozwoli. Obudziłam się zapłakana.

, 15.06.2011

„Bezdomny”

tagi: , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś, że byłam bezdomna i mieszkałam na dworcu, ale nie tym w moim mieście. Nie byłam ani smutna, ani nieszczęśliwa ani samotna. Jedyne co miałam z sobą w tym śnie to torba,taka podróżna która cała wypełniona była różnymi koralami (na sznurach i luzem, różnokolorowe, perłowe i inne).

, 25.04.2011

„Winda do podróży w czasie”

tagi: ,

komentarze(0)

Szłam sobie z moją koleżanka i jej roczną córką latem po plaży, słońce już chyliło się ku zachodowi, było ciepło i tak nieopisanie pięknie, jednak czas już było wracać do domu. Doszłyśmy więc, do takiej jakby ‘windy’- tylko, że ona nie jeździła w górę i dół, tylko kręciła się w bok jak karuzela- (w takiej kapsule) tak szybko, że nie było tego widać. Moja koleżanka wsiadła i wcisnęła liczbę +83, i pojechała o tyle lat do przodu ( chyba jednak nie była po przeniesieniu o tyle lat starsza- tylko jakby miejsce zmieniała- czas). Chwilę się zastanawiałam, potem wsiadłam i wcisnęłam    – 10… i się obudziłam, zupełnie nie wiedząc ile mam lat.

, 06.04.2011

„Jorg”

tagi: , , , , , ,

komentarze(0)

Stary olbrzymi zamek, kamienne posadzki wysokie i długie korytarze. Biegnę takim właśnie korytarzem w kierunku wyjścia ( choć nie wiem gdzie ono jest). Równolegle do mnie (tylko jakby korytarzem po drugiej stronie budynku) biegnie druga postać, widzę raz po raz jej sylwetkę, w otwartych drzwiach, czy jakichś mijanych oknach. To mężczyzna, ubrany na czarno, jakby w zbroi, wygląda trochę jak rycerz, ma zły wyraz twarzy. Słyszę, że ktoś mi kibicuje, woła, że mam biec, dodaje otuchy. Postać biegnąca równie szybko jak ja, też ma wsparcie, jest nią król, który również każe mu biec jak najszybciej. Ci jednak co zagrzewają nas do jak najszybszego dotarcia do wyjścia, są jakby gdzieś indziej, jakby byli tylko obserwatorami- nie mogą nas dotknąć. Dobiegam w końcu do jakiejś ciemnej komnaty, i widzę małe okienko- wiem, że to właśnie jest wyjście, moja ‚drużyna’ cieszy się i krzyczy, że mam wychodzić. Już mam ręce na tym okienku i chcę wyjść, oglądam się jeszcze za siebie i widzę, że ten co również biegł, upadł wpadając do tej komnaty i leży teraz na jej środku. Jest mi go żal, cofam się więc i podchodzę do tej postaci. Ma na imię Jorg (wiem choć nic nie mówimy) i jest ślepy. Klękam przed nim i chcę go podnieść, gdy nagle czuję przeszywający ból w lewym ramieniu. Jorg zdjął z szyi swój ‚ amulet’ był nim mały sztylecik, gdzieś wielkości dużego palca i wbił mi go w rękę. Przyglądam mu się z niedowierzaniem i zauważam, że ma wiele takich sztylecików, w postaci różnych zawieszek, brosz, i jakichś „przyczepek” do ubrania. Czuję, że wbił mi ich jeszcze kilka, jednak najgorszy jest ból w ramieniu. Widzę, jak jego ślepe oczy błądzą w ciemnościach. Spoglądam na swoją rękę, sztylecik zanurzył się w niej cały, łącznie z rękojeścią, z ręki wystaje tylko sznurek, na którym wcześniej wisiał na szyi Jorga. Teraz on nerwowo szuka tego sznureczka, jest silny i w końcu chwyta go i szarpie, dobrze wiedząc, że sprawia mi to okropny ból. Czuję jak rozrywa mi mięśnie, harata ścięgna, ból jest potworny. Przez głowę przebiega mi myśl, że czuję się jak podziurkowana kartka. Przez bardzo krótką chwilę, widzę jeszcze całą scenę jakby z góry on czarny ja biała, w ciemnej komnacie, wyglądamy z daleka jakby w uścisku.
Budzę, się gdy ból jest nie do wytrzymania.

, 28.05.2010

„Niebiesko zielone coś”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Byłam w mieszkaniu mojego dziadka, wszystko było jak kiedyś, te same meble, dywany, obrazki na ścianach. Wiedziałam,że dziadek nie żyje, ale w odróżnieniu od rzeczywistości, wiedziałam też, że umarł w domu, na tapczanie który tam stał. Miałam spędzić noc w tym pokoju ( nie wiem dlaczego) i czułam pewien dyskomfort myśląc o tym, że będę spać na łóżku na którym dziadek umarł. W końcu jednak położyłam się na nim, i po chwili poczułam i zobaczyłam jak otula mnie zielono- niebieskie światło. To trudne do opisania, bo wiązało się z wieloma odczuciami, było miłe,raczej ciepłe, kolory pięknie się przenikały, było wkoło i jakby we mnie, otulało i wychodziło ze mnie za razem.
Po chwili zauważyłam, że mogę przesuwać przedmioty jakby wzrokiem, siłą woli czy też tymi kolorami które w jakiś sposób stały się mną (trudno powiedzieć), jak zawsze kiedy mi się to śni, ta zdolność bardzo mnie zaskoczyła.

, 14.03.2010

„Kolejny sen o lataniu”

tagi: , ,

komentarze(0)

To jedne z najlepszych snów, kiedy się lata. Ten był trochę dziwny. Akcja toczyła się jakby dość dawno, nie wiem może to były lata przedwojenne. Byłam uczniem szkoły- chyba liceum, i byłam chłopakiem. Liceum było duże z czerwonej cegły, obok stały kamienice, na środku boiska stało wielkie drzewo. Latałam/em wokół tego drzewa, było takie wielkie i piękne, dotykałam/em liści, wielkich konarów, wysoko na drzewie było zamontowane jakieś siedzisko (takie jak siedzonko z karuzeli) jednak już pordzewiałe i zapewne dawno nie używane- bo kto by tak wysoko dał rade wejść. Oglądałam z góry te kamienice stojące opodal, mogłam zaglądać przez okna do mieszkań. Lot był cudowny. Mniej przyjemna była część snu w szkole, choć równie realistyczna- dokładnie mogłabym opisać korytarze tej szkoły. Tam chodziło o to że jakaś grupa porwała zdaje się jakąś koleżankę moją, i coś ode mnie chcieli w zamian za jej uwolnienie, niestety już nie pamiętam dokładnie tego wątku.

, 10.12.2009

„Telekineza”

tagi: ,

komentarze(0)

Z mojego dzisiejszego, długiego i zagmatwanego snu, którego akcja znowu toczyła się na koloni (byłam wychowawcą), najbardziej utkwiła mi końcówka.
Pod koniec snu, śniło mi się, że bez problemu mogę przesuwać przedmioty z odległości- wzrokiem, lub też siłą umysłu. To było przyjemne i zaskakujące uczucie.

, 28.11.2009

„Owczarki”

tagi: , ,

komentarze(0)

Dziś miałam długi i skomplikowany sen. Jednak nie pamiętam go w całości. Za to utkwił mi motyw dwóch psów, dużych owczarków górskich ( tak jakby to była para). Psy stały nad jakąś dziurą w ziemi, albo nad jakimś urwiskiem (akcja toczyła się częściowo w górach). I niestety jeden z tych psów wpadł do tej dziury (zdaje się że to był pan pies) i zginął. Ten drugi stał nad tą dziurą i patrzył, chciał zejść ale nie można było- za głęboko, potem jakby chciał skoczyć ze świadomością, że nie przeżyje tego, ale w końcu nie zrobił tego. Chodził koło dziury, patrzył w głąb, piszczał i miał bardzo smutne oczy.

, 18.11.2009

„Kolonia w górach”

tagi: , , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się ostatnio, że byłam na kolonii. Dziwne było to, że byłam tam zarówno wychowawcą jak i uczestnikiem-kolonistą ( to się zmieniało w trakcie snu). Kolonia była we Francji w przepięknych górach, nad jakimś górskim jeziorkiem.
W trakcie kolonii odłączyłam się od niej ( jako dziecko) i poszłam z moją koleżanką (autentyczna koleżanka ze szkoły podstawowej, nie najlepszą uczennicą), do sklepu. Koleżanka chciała kupić szczotkę okrągłą do włosów. Weszłyśmy do sklepu, który do złudzenia przypominał pocztę, ale na wystawie było widać też szczotki. Koleżanka nie wiedziała jak o tą szczotkę poprosić, więc zaczęłam intensywnie przypominać sobie jak jest szczotka po francusku, tymczasem moja koleżanka, ni z gruszki, ni z pietruszki zaczęła rozmawiać biegle z ekspedientką po hiszpańsku. Bardzo mnie to zdziwiło, dostała szczotkę, z czasem okazało się, że mówiąc po polsku, też dostanie się to co potrzeba. W końcu wyszłyśmy ze sklepu i ruszyłyśmy w stronę jeziorka gdzie mieszkaliśmy. Po drodze jednak minęła nas nasza kolonia, wychowawca powiedział, że mamy się pospieszyć, bo zmieniamy miejsce zamieszkania. Pobiegłyśmy więc w stronę drewnianego domku nad jeziorem. Na górskiej drodze leżało pełno monet, 50 groszówek i złotówek, schylałam się raz po raz i podnosiłam je chowając do kieszeni.
Na miejscu nie było już nikogo, przyszli tylko właściciele domku, którzy wynajmowali go kolonii. Odkryli oni, że dzieci z kolonii zniszczyły jakiś koc. Zaczęłam tłumaczyć się za dzieci ( tu już jako opiekun kolonii) i zastanawiać się co by można zrobić w tej sytuacji. Ostatecznie przyszło mi do głowy, że dzieci będą musiały jakoś naprawić koc, albo zrobić coś dla właścicieli. No i się obudziłam.

, 10.11.2009

„Stara suknia ślubna”

tagi: , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się, że miałam na sobie dość starodawną,koronkową, ale bardzo ładną suknię ślubną. Łaziłam w tej sukni po ulicy, poszłam też do mieszkania mojej mamy. A w tym mieszkaniu było wszystko przemeblowane, w ogóle gdybym nie wiedziała że mama lubi przemeblowania to chyba nie poznałabym tego mieszkania. Postałam tam chwilę w korytarzu w tej mojej sukni i poszłam.W śnie wyobrażałam sobie że można by na klatce zrobić wesele i nie trzeba by zapraszać wszystkich z osobna bo każdy by wiedziała że jest i już 🙂 A w plecaku który miałam z sobą nosiłam świnkę morską, (miałam ją dawno tamu, i dawno już zdechła w śnie oczywiście żyła)

, 10.09.2009

„Namioty w lasku”

tagi: , , ,

komentarze(0)

Biegłam przez lasek nieopodal mojego domu, tak rekreacyjnie dla sportu. I nagle w tym lasku zobaczyłam porozstawiane namioty, (nigdy nikt tam nie rozstawia namiotów). Im dalej szłam tym było ich więcej. Koło tych namiotów były flagi takie jak kibice mają na meczach (obok lasku jest stadion). No i zrozumiałam, że w tych namiotach śpią kibice, więc cichutko na palcach zaczęłam się wycofywać, żeby nikt się nie obudził (czułam pewną obawę).

(Myślę, że sen ten jest związany z moimi wspomnieniami z wyjazdów na Woodstock, które dzień wcześniej opowiadałam znajomym)

, 20.07.2009

„Powojenne czasy”

tagi: , , , , , , , ,

komentarze(0)

Śniło mi się dziś, że szłam przez las z moim dziadkiem (który, już nie żyje od 3 lat). Było to po jakiejś wojnie, ludzie nie mieli gdzie mieszkać, więc przy drodze stały pozlepiane ze wszystkiego, co się nadało, takie niby chatki-lepianki. Dziadek prowadził mnie do jakichś swoich kolegów. Zdziwiło mnie, gdy zatrzymał się w pewnej chwili i powiedział- to tu. Nie było tam żadnej lepianki, ani w ogóle nic, jednak gdy się bardziej przejrzałam ziemi, zauważyłam, że gdzieniegdzie widać położone pod nią belki, kawałek dalej było jakieś wejście. Dziadek wskoczył do tej dziury, i zniknął. Zeszłam tam za nim, dziura była wysoka na jakieś dwa metry, w głąb wiódł korytarz (tunel), od którego odchodziły wejścia- tam mieszkali ludzie, na górze położone były ociosane pnie, przykryte z wierzchu ziemią. Na dole było ciepło i wilgotno, pomyślałam, że nawet nieźle tylko duszno, ciemno no i wilgotno, ale ciepło przynajmniej. Ziemia dookoła była jednak bardzo ‚puszysta’ jak torf, czarna, ciepła, wilgotna i miękka. Pachniała jak ziemia po deszczu.Brzegi dołu nie było ‚oklepane’ tylko sypały się przy każdym dotknięciu. W końcu dziadek wrócił i po długim wygramalaniu się ( z powodu miękkości tej czarnej ziemi), poszliśmy z powrotem przez ten las. Trzymałam dziadka za rękę, a on w pół drogi powiedział, że mam go nie trzymać, bo jak to wygląda. Potem szliśmy przez jakieś miasteczko, gdzie stał między innymi, niewykończony hotel. Weszliśmy do kwiaciarni. Kwiaciarnie były  dwie, na przeciwko siebie, bardziej podobała mi się ta po prawej, ale dziadek chciał żebym kupiła kwiaty w tej drugiej. Nie bardzo chciałam te kwiaty kupować, bo to było po wojnie i w kieszeni miałam ostatnie pieniądze. W tej kwiaciarni sprzedawała jakaś nieestetyczna francuska. Nieźle się musiałam nagłowić żeby przypomnieć sobie jakiekolwiek słowa po francusku, skłaniające tamtą do podania bukietu kwiatów. W końcu przyniosła jakieś lilie i orchidee obok niej stał pies- bokser chyba równie nieapetyczny jak sprzedawczyni. Zaczęłam szukać po kieszeniach pieniędzy, i nie wiem dlaczego ale zdjęłam w tym czasie kolczyki i położyłam je na progu. Podałam kobiecie 50 zł, a w tym czasie jej głupi pies zjadł jeden z moich kolczyków. Tak się wkurzyłam, że połamałam te kwiaty i z tej złości, aż się obudziłam.

, 03.04.2009

„Bunkier”

tagi:

komentarze(0)

Jest to jeden ze snów który  śni mi się raz na jakiś czas.

Śni mi się, że żyję w bunkrze, pod ziemią, gdzie toczy się niby normalne życie, jest tam wiele pomieszczeń i ludzi.

, 10.03.2009

„Podróż w czasie”

tagi: , , , , , ,

komentarze(1)

Miałam dziś niezwykły sen, zupełnie pomieszany w czasie i bardzo bajkowo realny. Niestety po obudzeniu wiele szczegółów mi pouciekało z pamięci.

Śniło mi się , że miałam samochód, który był podobny do malucha jaki moja rodzina miała dawno temu kiedy byłam mała, ale jednocześnie był to samochód totalnie nowoczesny jakby z przyszłości. Trudno to opisać, ale był świetny, kształtem podobny do malucha, ale też zupełnie inny. Wiem, że w śnie toczyła się jakaś wartka akcja, której niestety nie pamiętam, wszystko rozgrywało się na moim osiedlu ale jakby w czasach gdy byłam mała ( ale byłam taka ja teraz) i jednocześnie daleko w przyszłości. W moim domu nagle zjawił się jakiś facet, dosłownie zjawił z nikąd, nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że on jest diabłem ( był, miły, sympatyczny i choć go nie widziałam to wiedziała, że był też przystojny). No i ja miałam wyjść za mąż za tego diabła, poszłam więc do  innego bloku po sukienkę ślubną. Po drodze wstąpiłam do warzywniaka ( wygladał zupełnie tak jak dawno temu, kiedy byłam mała), a tam był jakiś wypadek, coś się stało jakiejś dziwczynie i leżała cała zakrwawiona, udzieliłam jej pomocy, obwijam jakimiś bandażami, wszędzie było pełno krwi. Potem poszłam dalej, do tego bloku po sukienkę. Weszłam po nią do jednego z mieszkań, jakby zawsze tak się kupowało suknie ślubne i ktoś dał mi piękną ŻÓŁTĄ suknie, która zupełnie nie wyglądała jak ślubna, ale była śliczna. Trochę mnie to zdziwiło, ale że suknia była ładna to  wzięłam ją i wyszłam. Przypomniało mi się, że byłam umówiona z moim narzeczonym diabłem, wyciągnęłam więc ręce ( jak jakiś batman czy coś) wskoczyłam do takiego żółtego tunelu, który miał konsystencję budyniu i poleciałam na  spotkanie ( to był jakby tunel w czasie). Spotkaliśmy się w pawilonach na naszym osiedlu, były smutne i opuszczone, dzień był dszczowy, jesienny, padało (to była jakby przeszłość w przyszłości). Zaczeliśmy robić zdjęcia, widziałam ludzi, ale oni jakby mnie nie widzieli, jakby oni byli kiedyś, a ja teraz ( ale to teraz było jeszcze w przyszłości). Robiłam te zdjęcia były smutne, deszczowe, czarno białe.

, 05.03.2009

„O psie, egzaminie i szczeniakach”

tagi: , , , , ,

komentarze(1)

(Dziś śnił mi się mój ukochany pies z dzieciństwa, najlepszy przyjaciel. Dotąd śnił mi się bardzo rzadko, zawsze zwiastując bardzo pozytywne wydarzenia)

Śniło mi się, że nie zdążyłam na egzamin, idąc na niego wdepnęłam w głębokie błoto/glinę, noga mi się po kolano zapadła. Jak już się wygrzebałam to okazało się, że nie dość że już po egzaminie to jeszcze w ogóle nie w tej sali był.Stwierdziłam więc, że pójdę na spotkanie ludzi śpiewających szanty (chyba było to cykliczne wydarzenie na którym wcześniej bywałam), ale kierownik tego spotkania powiedział, że mam już tam nie przychodzić. Zrobiło mi się przykro, bo bardzo lubiłam śpiewać na tych spotkaniach.Poszłam stamtąd i nagle znalazłam się w zupełnie obcym mi miejscu, w jakimś parku, gdzie była ogromna jakby brama z kolosalnymi filarami, nie miałam pieniędzy, biletów, telefonu, nie wiedziałam zupełnie gdzie mam iść i co z sobą zrobić.

Później szłam z moim psem (który od wielu lat już nie żyje), strasznie ciągnął mnie, ja trzymałam go na smyczy. Szłyśmy ul. Głogowską, niedaleko były jakieś targi czy wystawa psów, mijałyśmy jakąś łąkę na której leżało pełno, dosłownie setki martwych szczeniaków, niektóre jeszcze żyły, ale większość była martwa.

, 16.02.2009