„Motor w składzie porcelany”

tagi: , ,

Przez cały sen jeździłem motorem. Nie pamiętam koloru, nie pamiętam marki. Ubrany byłem w pełen rynsztunek motocyklisty, czyli kombinezon z ochraniaczami, kask i plastikowe buty. Wjeżdżałem nim wszędzie, do kawiarni rozpychając się pomiędzy stolikami, do sklepów zrzucając ubrania z wieszaków, do muzeów, pubów, a nawet do własnego domu, po schodach. Nie był to wcale żaden wszędobylski motocykl crossowy, a najzwyklejszy w świecie ścigacz. Ostatnie co pamiętam ze snu, to szeroka, trójpasmowa droga, pełna samochodów. Schodziła ostro w dół tak, że stojąc na światłach nie było widać co jest za krawędzią krzywizny. Gdy zapaliło się zielone, ruszyłem do przodu, a moim oczom ukazały się długie, ciągnące się w nieskończoność schody. Zacząłem nimi zjeżdżać ponaglany przez tłoczące się za mną samochody. Pamiętam jeszcze, że udało mi się dojechać do pierwszego podestu i wtedy zadzwonił budzik…

, 14.04.2009



Trzeba być zalogowanym by zostawić komentarz.